Strona głównaEmeryturaNIK: przyszli emeryci mogą mieć problem. Duży problem

NIK: przyszli emeryci mogą mieć problem. Duży problem

System przechowywania dokumentacji osobowej i płacowej nie zapewnia wszystkim Polakom możliwości dotarcia do dokumentacji sprzed 1999 roku – alarmuje Najwyższa Izba Kontroli. Pracownicy zlikwidowanych zakładów pracy nie mieli wpływu na to, dokąd trafiły dokumenty potwierdzające przebieg ich zatrudnienia. Tymczasem od tego może zależeć wysokość rent i emerytur, bo dokumenty przechowywane przez podmioty nieupoważnione nie są przez ZUS uznawane i nie pozwalają na otrzymanie pełnych świadczeń. Dotarcie to tych dokumentów może być długie i skomplikowane, a w niektórych przypadkach nawet niemożliwe.
NIK: przyszli emeryci mogą mieć problem. Duży problem [Fot.mickyso - Fotolia.com] Luki w dokumentacji

Wiele osób, które pracowały przed 1999 r. w nieistniejących już dzisiaj zakładach pracy, ma problemy z na potrzeby ustalenia kapitału początkowego i wyliczenia wysokości emerytur. Dokumentacja osobowa i płacowa ze zlikwidowanych zakładów pracy w wielu przypadkach została przekazana do podmiotów zajmujących się zawodowo przechowywaniem dokumentacji. W 2004 r. na firmy prowadzące taką działalność nałożono obowiązek jej zarejestrowania u właściwego wojewody, a od 2006 r. u marszałka województwa. Przedsiębiorców zobowiązano również m.in. do posiadania bazy organizacyjno-technicznej, przeszkolonych pracowników i przekazywania danych o przejętej dokumentacji do ZUS i do Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych.

Wszystkie firmy, które prowadziły działalność usługową polegającą na przechowywaniu dokumentacji i nie postarały się o wpis do rejestru, a także te, które taki wpis uzyskały, ale w latach następnych zostały z rejestru wykreślone np. z powodu łamania przepisów, działają dzisiaj nielegalnie. Pełna liczba takich miejsc nie jest znana. Jednak z danych Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych przedstawionych w 2015 r. wynika, że firm prywatnych przechowujących dokumenty, które nie dopełniły obowiązku rejestracji było ok. 400, dwukrotnie więcej, niż zarejestrowanych.

, że państwo po transformacji nie stworzyło systemu przechowywania dokumentacji osobowo-płacowej sprzed 1999 r. zapewniającego jednolite traktowanie wszystkich obywateli, bez względu na to, u których pracodawców byli zatrudnieni. Pracownicy zlikwidowanych zakładów pracy nie mieli wpływu na to, do którego przechowawcy trafiły dokumenty potwierdzające przebieg ich zatrudnienia. Mimo to miejsce przechowywania dokumentacji - zarejestrowane bądź niezarejestrowane - ma dzisiaj znaczący wpływ na to, czy przez ZUS będzie ona traktowana jako wiarygodny dowód, wystarczający do obliczenia wynikającej z dokumentów wysokości , czy też nie.

Duży problem

ZUS - zgodnie z przepisami - do wyliczenia kapitału początkowego, uwzględnia dokumentację płacową zlikwidowanych zakładów pracy tylko wtedy, kiedy ta została poświadczona za zgodność z oryginałem przez podmioty uprawnione do jej przechowywania (czyli przedsiębiorców prowadzących działalność przechowalniczą na podstawie wpisu do rejestru, archiwa państwowe, Stowarzyszenie Archiwistów Polskich, organy założycielskie oraz następców prawnych pracodawców).

Z kolei w przypadku dokumentacji osobowej i płacowej poświadczonej przez podmioty nieupoważnione do jej przechowywania ZUS (do 2008 r.) przy wyliczaniu wysokości świadczenia przyszłemu emerytowi uznawał jedynie lata pracy, a za podstawę zarobków przyjmował stawkę zero, a od początku 2009 r. - kwotę minimalnego wynagrodzenia obowiązującą w okresie branym pod uwagę. ZUS oszacował, że skutki finansowe ustanowienia nowej zasady przejścia ze stawki zero na płacę minimalną pochłoną rocznie 300 mln zł. Świadczy to o skali problemu i liczbie obywateli, którzy z powodu problemów ze swoją dokumentacją płacową mogą mieć wyliczoną niższą emeryturę.

Bałagan w papierach

NIK zwraca uwagę, że nie stworzono jednej bazy danych, w której znajdowałyby się wszystkie informacje o miejscach przechowywania dokumentacji osobowo - płacowej sprzed 1999 r. Dlatego pracownicy zlikwidowanych zakładów pracy często mają ogromne problemy z odnalezieniem dotyczących ich dokumentów.

Naczelny Dyrektor Archiwów Państwowych prowadzi ewidencję, jednak zawiera ona dane dotyczące jedynie części przechowawców. Nie objęto nią m.in. niezarejestrowanych podmiotów przechowujących dokumenty, czy przedsiębiorców, którzy po likwidacji firmy przechowują dokumentację we własnym zakresie. Według stanu na połowę 2016 r. w prowadzonej przez Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych ewidencji ujęto przechowawców, którzy przejęli dokumentację jedynie od niespełna 14 tys. pracodawców. NIK zauważa, że to zaledwie ułamek, bo zlikwidowanych w latach 1999 - 2016 podmiotów gospodarczych, niebędących osobami fizycznymi było ponad 412 tys.

Dodatkowo zakres danych w ewidencji Naczelnego Dyrektora nie jest kompletny nawet w odniesieniu do ujętych w niej przechowawców. Dyrektor nie posiadał np. informacji, czy część wpisanych do ewidencji przechowawców (ponad 14 proc.) przejęła jakąkolwiek dokumentację osobowo-płacową. Ogranicza to w istotny sposób najważniejszą funkcjonalność ewidencji: możliwość sprawnego ustalenia przez zainteresowanych miejsca przechowywania dokumentacji, która ich dotyczy. Jednocześnie NIK przyznaje, że Naczelnego Dyrektora Archiwów Państwowych nie wyposażono w instrumenty prawne zapewniające możliwość skutecznego wyegzekwowania od właściwych podmiotów obowiązku przekazywania wymaganych informacji do ewidencji.

ZUS i Archiwa Państwowe z własnej inicjatywy starały się wypełnić lukę i stworzyły bazy danych obejmujące przechowawców, o których istnieniu uzyskano informacje. Prowadzona przez ZUS baza zlikwidowanych lub przekształconych zakładów pracy zawiera informacje o ok. 24 tys. pracodawców, a w bazie Archiwum Państwowego w Warszawie znajdują się informacje o ok. 34 tys. zlikwidowanych firm.

NIK zwraca uwagę, że ustalenie kompletu miejsc przechowywania dokumentacji przed 1999 r. może nie zakończyć się sukcesem. Istnieje ryzyko jej utraty lub zniszczenia albo wywozu za granicę. Bowiem przechowawcy niezarejestrowani nie są kontrolowani. Jeśli podmioty te nie zostały ujęte w ewidencji, ani w żadnej z baz, praktycznie nie wiadomo co dzieje się z będącą w ich posiadaniu dokumentacją: czy dalej ją przechowują, czy ją porzuciły, sprzedały wraz z nieruchomością, w której się znajdowała, zniszczyły, itd. Z informacji jakie posiadają kontrolowane podmioty wynika, iż możliwe są wszystkie te okoliczności.

Obojętne państwo

Niestety organy państwa wykazują zachowawczą postawę w przypadku uzyskania informacji, że dokumentacja osobowo-płacowa znajduje się w warunkach zagrażających jej zniszczeniem, czy została porzucona. W badanym okresie (od 2013 do połowy 2016 r.) Naczelny Dyrektor Archiwów Państwowych nie wydał żadnej decyzji nakazującej złożenie dokumentacji w archiwum państwowym. Dodatkowo w przypadkach zawiadomień kierowanych do organów ścigania przez objęte kontrolą podmioty odmawiano wszczęcia postępowania lub wszczęte postepowania umarzano. Nie dopatrywano się w tych sprawach wypełnienia znamion czynu zabronionego, m.in. z powodu niespenalizowania takich czynów jak porzucenie, narażenie na zniszczenie i uszkodzenie dokumentacji przez przechowawcę, czy nieprzekazanie jej innemu przechowawcy w przypadku zaprzestania działalności. W konsekwencji przechowawcy niszczący dokumentację często pozostają bezkarni, a obywatele próbujący objąć ochroną dokumenty, które dotyczą ich interesów, pozbawieni są wsparcia władzy publicznej.

Przyszli emeryci i renciści nie mogą liczyć na skuteczną pomoc państwa także w sytuacji, gdy przechowawca - nawet ten zarejestrowany - odmawia lub zwleka z wydaniem dokumentów potrzebnych do naliczenia świadczeń emerytalno-rentowych lub domaga się wpłaty nieuzasadnionych opłat. Marszałkowie województw mają wprawdzie obowiązek kontrolowania działalności przechowawców zarejestrowanych, jednak dotyczy to tylko niektórych zagadnień np. weryfikacji danych ujętych w rejestrze, czy zatrudnienia do obsługi dokumentacji osób posiadających specjalistyczne wykształcenie i praktykę zawodową. NIK podkreśla, że Marszałkowie województw mieli problemy z wywiązywaniem się z obowiązku kontrolowania przechowawców zarejestrowanych nawet w tak ograniczonym zakresie.

NIK

 

Skomentuj artykuł:

Jesteś niezalogowany: zaloguj się / zarejestruj się

Wynik dodawania (tylko niezalogowani):

CZTERY + PIĘĆ =

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Senior.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Komentarze niezgodne z prawem i Regulaminem serwisu będą usuwane.

Artykuły promowane

REKLAMA

Najnowsze w dziale

Polecane na Facebooku

Najnowsze na forum

Warto zobaczyć

  X   Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.   X